Blog
Dolina nicości
Bronisław Wildstein
Bronisław Wildstein To jest blog mojej najnowszej powieści "Dolina nicości".
131 obserwujących 53 notki 304377 odsłon
Bronisław Wildstein, 14 czerwca 2008 r.

Rozdział Piętnasty c.d.

Pamiętasz Natana Gonta? – Monika zadała pytanie z marszu po cmoknięciu go w policzek, gdy wbiegła parę minut po czasie do bistra „Słodkie życie”. Usiedli pod zdjęciem dziewczyny zapatrzonej w inne światy. Monika zaproponowała ten lokal. Te dni wypełniła mu właściwie bez reszty. Tym razem jednak nie wpadła do Wilczyckiego jak zwykle, bez uprzedzenia, a spotkanie tu, choć droga od jego mieszkania do bistra zajmowała tylko kilka minut, miało wręcz ceremonialny charakter. Wskazywało na szczególne znacznie rozmowy. Przez dwa dni napomykała, że ma dla niego niespodziankę, ale nie chciała nic zdradzić. Umawiając się telefonicznie, przygotowywała ważny moment.
Pamiętasz Natana Gonta? – Oczywiście, pamiętał. Poznał go prawie dwadzieścia lat wcześniej. Zdolny student, który miał wszelkie dane, aby robić akademicką karierę. Miał, gdyby nie zaangażowanie w podziemie. I nie wyrok, który za to załapał. Wspólnie robili gazetkę. Wspólnie chodzili na manifestacje, szarpali się z ZOMO, aby w końcu uciekać przed nim. Natan żył z czyszczenia kominów, mycia szyb w wysokich budynkach. Pomagała alpinistyczna praktyka. Założył nawet z kolegami taternikami spółdzielnię, która dawała robotę opozycjonistom. Po powołaniu rządu Mazowieckiego trafił do MSW, gdzie od razu otrzymał wysokie stanowisko, aby szybko znaleźć się w kierownictwie UOP. Wilczycki nie był zaskoczony karierą zdolnego przecież kolegi, ale raczej wyborem, a zwłaszcza nadspodziewanie szybko postępującą identyfikacją Gonta z instytucją, w której tamten działał. Zauważył zmiany w jego języku. Wypowiedzi kolegi nie tylko stawały się dziwnie nieprzejrzyste, ale pełne żargonu, który, domniemywał Wilczycki, pochodził z wewnątrz resortowego języka, budowanego na odprawach i dyskusjach, a wzbogacanego nieoficjalnymi spotkaniami w gronie oficerów, korytarzowymi pogaduszkami i syntetycznymi informacjami, stanowiącymi broń wewnętrznych frontów funkcjonariuszy służb specjalnych. Wilczycki coraz mniej rozumiał, co mówił do niego dawny znajomy. Dość prędko zresztą podejrzewać zaczął, że Gont spotyka go po to tylko, aby sprzedawać mu informacje, które chciał, aby żyły w mediach. Musiał zresztą przyznać, że i on spotyka się z dawnym kolegą, aby wyciągnąć tę szczególną wiedzę, którą Gont, podejrzewał Wilczycki, musiał dysponować. To, że jest jej depozytariuszem, Gont nigdy nie mówił wprost, ale dawał do zrozumienia wystarczająco intensywnie, aby nie sposób było tego nie zauważyć. Swoimi wiadomościami dzielił się jednak wyjątkowo skąpo i, nawet po sporej dawce alkoholu, bardzo świadomie, tak że Wilczycki zaczynał mieć coraz większe wątpliwości co do ich realnej wartości. Coraz bardziej oczywiste stawało się, dla każdego z nich – domniemywał Wilczycki, że usiłują sobą manipulować. Obustronna świadomość uniemożliwiała to, a więc i spotkania stawały się bezcelowe. Niedawno, kiedy UOP przekształcony został w ABW, Wilczycki usłyszał, że Gont stracił pracę. Nie był tego pewien.
A więc go znasz – potwierdziła swoją wiedzę Gaja. – No więc ten facet, pułkownik Gont, śledził sprawę IKK. Ma dane o przekrętach, w których uczestniczyli Zadra i ksiądz Pastuszek. Doszedł dość daleko, ale był zablokowany przez... – Gaja znacząco wzniosła oczy do góry. – Teraz, kiedy wylali go z resortu, nie czuje się już związany żadnymi więzami lojalności. Jest gotów podzielić się z nami tym, co wie, a nawet dostarczyć dowodów. Ale to nie wszystko... – Gaja przerwała patrząc na Wilczyckiego z triumfalnym uśmiechem.
Kto blokował Gonta? – Zainteresował się, czując nadpływający nie wiadomo skąd niepokój.
No wiesz... On o tym nie za bardzo chce mówić, ale chyba poprzedni minister, nie wiem nawet, czy nie dotarło to do premiera... No wiesz... Więc bali się Kościoła. To jednak bomba. Prawicowy rząd... To teraz nie ma znaczenia – przerwała. Pauza miała wzmocnić napięcie. – Teraz jest gotów mówić. Tylko uzależnia to od, wyobraź sobie, twojej opinii. Bo nie wie, czy powinien, czy nie narusza jakichś zasad... Mówi, że jesteś dla niego bardzo ważny. Byliście... jesteście przyjaciółmi. Ma do ciebie pełne zaufanie. Jesteś dla niego autorytetem. Musi ci być przyjemnie, co? – Gaja powiedziała to z nieco kpiącym uznaniem. – Tak czy owak, ujawnienie całej sprawy to dla niego dylemat. Tak w każdym razie mówi. – Monika znowu poważnieje. Patrzy na niego uważnie. – Poznałam go przez Starca. No... księdza Starca. Gont zgłosił się do niego, żeby mu opowiedzieć o sprawie IKK. Sprawie, którą w dużej mierze organizował ten kapuś ksiądz Pastuszek i prowadzący go oficer Zadra, którego ty poznałeś jako Szopa – Gaja śmieje się. – I Starzec poznał mnie z nim. Z Gontem. On nie był gotowy do przekazania swojej wiedzy bezpośrednio dziennikarzom. Twierdził, że to dla niego problem etyczny – dziewczyna prycha ironicznie – może tak, a może boi się ryzyka? No więc, w trakcie rozmowy przywołał ciebie. Powiedział, że cię zna, że miałeś przecież rację, a cię załatwili. A kiedy okazało się, że znamy cię również my, zaczął się zastanawiać. Powiedział, że ma do ciebie zaufanie i gdybyś ty uznał, że tak należy i są szanse... Negocjuję z nim już od ponad tygodnia... – Gaja przerywa, jakby spłoszona. Omiata Wilczyckiego spojrzeniem. A potem niezwykle intensywnie zaczyna wpatrywać się mu prosto w oczy. Jasne tęczówki oplatają punkciki źrenic. – Dziesięć dni. To zabawne, prawie tyle czasu trwa nasz... nasz... romans...
Wilczycki oddycha głębiej, ale powietrze w „Słodkim życiu” jest rozrzedzone i nie może wypełnić jego płuc, choć on próbuje zaciągnąć się nim najgłębiej, jak potrafi. Bistro stopniowo zaludnia się po raz kolejny. Wypełnia pustkę po odejściu pracowników biur, którzy zjedli już posiłek, odbyli spotkania i oddalili się, zostawiając przed ekranami komputerów pojedyncze osoby, strażników w okopach biznesu. Teraz do bistra napływają goście po dniu pracy szukający dystansu do życia, zbijają się w grupki w poszukiwaniu bezinteresownej bliskości; pary rozpoczynają albo kontynuują miłosne podchody; towarzystwa innych poszukują ci, którzy nie chcą jeszcze wracać do pustych mieszkań... i oni... Monika patrzy na niego badawczo.
Wiesz, ale to jeszcze nie wszystko – znowu przerywa i spogląda na Wilczyckiego, który kładzie ręce na stole. Rozprostowuje palce. Dłonie są jak obce, przyczajone na blacie stworzenia. – On wie o powiązaniach Zadry z Nowakiem i... – Gaja znowu robi pauzę. Patrzy na niego, jakby zastanawiała się nad czymś. Po chwili zaczyna znowu pewnym, mocnym głosem.
Słuchaj uważnie i pilnuj się, żebyś nie spadł ze stołka. On, Gont, wie o Lwie. Swojego czasu Lwa prowadził Zadra, potem, a może i wcześniej, Nowak. Ten Nowak w ogóle wyskakuje jak diabeł z pudełka, gdzie by nie popatrzeć. W każdym razie, ten Gont, pułkownik Gont gotów jest dostarczyć informacji, które pozwolą raz jeszcze podnieść sprawę Lwa! Rozumiesz?! – Monika patrzy na niego z triumfem. – Wiesz, on w ogóle sugeruje, że ma materiały na Lwa. Tylko, jak mi powiedział, to ty musisz zadecydować, czy warto sprawę podjąć jeszcze raz...
Dlaczego ja? – Wilczycki jest zdziwiony brzmieniem swojego głosu, obcego i chrypliwego. Na szczęście zaaferowana sprawą Monika wydaje się tego nie słyszeć.
Jak to: dlaczego?! Przecież mówiłam ci! – Wykrzykuje podniecona. – Ceni cię jako przyjaciela i dziennikarza. Ma do ciebie zaufanie. Zresztą, przeszedłeś to wszystko i nie załamałeś się. Prawda?! – Pytanie jest retoryczne, ale Monika wygląda, jakby oczekiwała odpowiedzi. Nie doczekuje się jednak.
Zresztą, ten tydzień negocjacji... W pewnym momencie zaczął mi tłumaczyć, że ty też miałeś wszystkie dowody, ale nikt nie chciał ich wziąć pod uwagę, tak więc to niczego nie gwarantuje. I dlatego chciałby się z tobą spotkać, żebyś ocenił wartość dowodów i nasze szanse. Musisz go przekonać! To co, wchodzimy do gry!
Monika patrzy na niego w napięciu choć śmieje się zaraźliwie. Jasne oczy naprzeciw świecą nieomal.
Ja nie wchodzę.
Co? Nie rozumiem.
Wilczycki właściwie nie wie, dlaczego odpowiedział tak szybko. Jest ogłuszony. Czuje zamęt i ból, a jednocześnie nie jest pewny niczego. Chciałby przemyśleć całą sprawę, położyć się na łóżku i zastanowić, a może po prostu zasnąć, spać. Nie widzieć podnieconej Gaji, która domaga się natychmiastowej odpowiedzi. Uciec przed przejrzystymi oczami naprzeciw i przede wszystkim nic nie mówić. A jednak mówi. Mówi z narastającą niechęcią, a potem złością, którą wywołuje nachalność dziennikarki. Teraz wszystko w niej prowokuje irytację Wilczyckiego: jej podniecenie i żywiołowość powodująca, że rwie do przodu nie zwracając uwagi na przeszkody; jej bezwzględność. Czy znaczy dla niej więcej niż Gont czy ktokolwiek inny, który może przyczynić się do powstania jej tekstu?
Nie będę pakował się w sprawę Lwa, żeby przegrać ją ponownie i ostatecznie już zostać uznanym za wariata i oszołoma. Nie będę przekonywał Gonta, żeby dał ci materiały, bo nie wiem, jak się to może skończyć, a zresztą, tak naprawdę, to nie wiem w co on gra. Nie będę w ciemno żyrował twojej sprawy. – Wilczycki podnosi się powoli. Jego ciało jest ciężkie i zmęczone. Każdy ruch sprawia trudność, ale wie, że powinien i chce wyjść z tej knajpy, odczepić się od dziennikarki i samotnie wrócić do domu. Macha ręką w kierunku kelnerki.
Jakiej sprawy? Co ty opowiadasz? – Gaja podrywa się również. – I w ogóle, gdzie się wybierasz? Przecież nie dogadaliśmy się?
I nie dogadamy. – Wilczycki rzuca banknot na rachunek, przyniesiony przez kelnerkę, która niepewnie zatrzymuje się przy ich stoliku i oddala szybko. – Wracam do siebie.
Czemu tak pośpiesznie? Chcesz, żebym poszła z tobą?
Nie, nie. Chciałbym trochę pobyć sam.
Co ci się stało? Przecież mówiłam ci, że głównie chodzi o Lwa! A więc sprawę jak najbardziej twoją. Poczekaj, kurwa, jak ty się zachowujesz?! – Monika łapie go mocno za nadgarstek, tak że ma problem z uwolnieniem go. Wreszcie udaje mu się, ale nie odchodzi, gdy ona kontynuuje: – Co się dzieje? Zaraz, zaraz... – Kobieta wpatruje się w niego i zastanawia teatralnie. – Czy tobie przypadkiem nie chodzi o to, że... że podejrzewasz, podejrzewasz mnie, że poszłam z tobą do łóżka, żebyś pomógł mi wyciągnąć informacje od Gonta?
O nic cię nie podejrzewam – Wilczycki nie wie, dlaczego ciągle tkwi przy stoliku z Gają.
Zachowujesz się, jakbyś tak myślał! Czy zdajesz sobie sprawę, jak mnie obrażasz takim podejrzeniem? – Gaja jest jednym wielkim oburzeniem. – Nie wybaczyłabym ci tego nigdy!
Powtarzam: o nic cię nie podejrzewam. Tylko dajmy sobie spokój z tą sprawą.
Dlaczego? Chciałabym cię zrozumieć. Przecież nie jesteśmy tylko dziennikarskim tandemem. Wytłumacz mi. Możemy dopaść tych skurwysynów z IKK i Syntetycznej Krwi. I możemy wrócić do sprawy Lwa. Rozumiesz?! Wielki comme back! Powrót smoka. Zatykamy im mordy. Zmieniamy ten kraj! – Monika była coraz bardziej podniecona. Złapała go za ramiona i potrząsnęła. Uwolnił się delikatnie.
Nie wierzę, że możemy coś w tej sprawie wygrać. W sprawie Lwa też miałem dowody. I co? Nikt się nimi nawet nie zainteresował. Zakrzyczeli. Teraz będzie jeszcze gorzej. Idę. – Tym razem ruszył naprawdę. Gaja szła tuż za nim.
Zastanów się. To twoja jedyna szansa! Musisz spróbować! Przecież... przecież... – Są już na ulicy. Wilczycki idzie coraz szybciej i Gaja musi przyśpieszać, żeby dogonić go. Gubi słowa. – Nie możesz się poddawać! To nie w twoim stylu. Musimy walczyć, próbować...
Nie w moim stylu? A niby dlaczego? Bo w moim stylu jest dostawać w dupę? To mam dość swojego stylu. Zmieniam go! – Szedł już bardzo szybko. Gaja, która zostawała za nim parę kroków, zatrzymała się.
No to spierdalaj! Uciekaj! Zaszyj się w swojej dziupli. Schowaj się, żeby zły świat ci czegoś nie zrobił. Doczekaj starości. Zresztą, nie ma potrzeby. Już jesteś stary! Stary! – krzyknęła za nim ze sporej odległości.
Sufit ciemniał. Wczepiona weń mleczna kula lampy wypełniała się czernią. Nie chciało się mu rozbierać. Nie chciało zapalać światła. Dzień gasł niepostrzeżenie i matowo. Mieszkanie wypełniało się płynem szarości, na którym unosił się nieważki i bezwładny. W letarg wdarł się wysoki dzwonek. Przez moment nie rozumiał. Po chwili uświadomił sobie, że to nowy telefon komórkowy, który dała mu Monika. I teraz to ona musiała alarmować go za jego pośrednictwem. Potrzebował czasu, aby, idąc za głosem, odnaleźć telefon porzucony w łazience. Kiedy Wilczycki podniósł go, ucichł, ale gdy przybliżył do oczu, rozdzwonił się znowu.
Przepraszam cię – usłyszał ściszony głos Moniki. – Zachowałam się niewłaściwie. Wybacz mi. Musimy się spotkać i porozmawiać o tym.
Mogę się spotkać, ale o czym to niby mamy rozmawiać?
O dzisiejszym dniu i naszej strategii wobec Gonta. Chyba nieco zmieniłeś zdanie? – Gaja siliła się na rozbawiony ton.
W sprawie Gonta nie zmieniłem ani na jotę. Nie ruszę już sprawy Lwa. To zamknięta przeszłość.
Ależ, zastanów się, kochanie. To twoja ostatnia szansa. Nie możesz jej oddawać bez walki. Zrozum.
Wszystko rozumiem i podjąłem decyzję.
Mam nadzieję, że to jakieś chwilowe zaćmienie. Mam nadzieję, że wrócimy jeszcze do tego. W każdym razie, pogadaj z Gontem, żeby dał mi materiały na temat IKK.
Powiedziałem ci. To nieodwołalna decyzja. Nie będę z nim rozmawiał i do niczego zachęcał. Kropka.
Nie poznaję cię i nie rozumiem. Przecież pomagałeś mi, deklarowałeś mi pomoc. A teraz, kiedy możesz pomóc mi naprawdę, odmawiasz? I to w sytuacji, kiedy nic cię to nie kosztuje? Co się dzieje? Chyba rzeczywiście nie powinniśmy gadać o tym przez telefon. Musimy się spotkać!
Możemy, ale o tym mówić nie będziemy. Ani słowa o Goncie.
O co ci, kurwa, chodzi? Dlaczego tak ze mną pogrywasz?
Nie wiem, kto tu z kim pogrywa, ale to bez znaczenia. Zmieńmy temat, bo na ten nic ci już nie powiem.
Więc to tak. Zabawiać się ze mną możesz, gębę masz pełną frazesów, ale kiedy przychodzi do czynów, to okazujesz się takim dupkiem... Chcesz mi zrobić na złość? Czy może tak cię już zastraszyli, że boisz się w jakikolwiek sposób narazić? Chyba to prawda? Tak? No odpowiedz coś... Podkuliłeś ogon i popłakujesz nad swoim losem? Słuchaj, ty nie jesteś w ogóle chłop. Rzygać się mi chce, kiedy myślę o tym. Powiedz prawdę, tak cię nastraszyli?
Tak – odpowiedział Wilczycki i przycisnął czerwoną słuchawkę. Potem wyłączył telefon.

Z Sabiną rozmawiał rano następnego dnia. Na moment włączył telefon. Cztery nieodebrane połączenia od Gaji i dwie informacje głosowe.
Słuchaj! Dlaczego się tak zachowujesz? To niezrozumiałe! Przepraszam, jeśli cię uraziłam. Ale nic nie rozumiem i może dlatego aż tak się zdenerwowałam. Odezwij się. Musimy porozmawiać!
Następna wiadomość nagrana została o trzeciej dwanaście. Głos Gaji wydobywał się z gęstego harmideru. Był zmieniony. Ironia rozlewała się w rozbawienie, rozbawienie przeskakiwało w nagłą powagę:
No i co ślimaku?! Znowu zamknąłeś się w swojej skorupie? Puk, puk, to ja, Monika. Wpuść mnie! Jestem z ziomalami. Przydymiłam się nieco. Ale wolałabym być z tobą. Kochać się. To co, zaprosisz mnie? Bez sensu. Przecież wiesz, że musimy pogadać. Musimy się spotkać. Odezwij się! Szybko! Telefon mam włączony cały czas.
SMS był jeden. Nagrany o czwartej czterdzieści jeden.
„Zachowujesz się jak chuj! Obraziłeś się. Dobrze, też się obrażę. Wróciłam do domu. Sama. Nie mogę zasnąć. Spróbuję. Jesteś pacan. Czekam”.
To co, przez jakiś miesiąc, mówisz? Nie będzie cię? – Głos Sabiny brzmiał rzeczowo. – Ale przecież ciebie w ogóle nie ma! Nie przejmuj się. Tomek nie zauważy.
Zatrzymał się w hoteliku na wschód od Lublina. W zielonkawym zmierzchu z trudem zidentyfikował znaki, które równocześnie pokazywały pałac i hotel. Za bramą jeszcze jakieś dwieście metrów jechał wzdłuż stawu wysadzaną topolami aleją. Bryła przerobionego na hotel, eklektycznego pałacyku roztapiała się w mroku. Przez okno do pokoju zaglądała ciemność. Pomyślał, że największym plusem wyjazdu będą noce spędzane poza mieszkaniem. Otworzył Biblię i zaczął czytać Księgę Hioba.
Następnego dnia obudził się bardzo wcześnie. Szare opary świtu wydobywały się spomiędzy drzew. Podnosiły się znad wody. Z trudem przebijały się przez nie ukośne promienie słoneczne. Słońce odwraca się od Polski, nie, to Polska odwraca się od słońca, przypomniał sobie. Zaczyna się jesień. Słońce przesuwa się nad horyzont. Coraz dalej od nas.

                                Koniec Rozdziału Piętnastego
 

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

"DOLINA NICOŚCI" JUŻ W KSIĘGARNIACH! Wierzę, że kolejne odcinki powieści będą zaczynem gorącej dyskusji. Liczę na Was, na Wasze uwagi i oceny. Proponuję Wam również zabawę. Zainteresowani mogą kontynuować powieść na własną rękę. Będą odgadywać intencje autora, a może tworzyć dla nich interesujące uzupełnienie, albo ważny kontrapunkt. Dla najciekawszych wypowiedzi przewidziane są symboliczne nagrody.

Ostatnie notki

Tagi

Tematy w dziale