Blog
Dolina nicości
Bronisław Wildstein
Bronisław Wildstein To jest blog mojej najnowszej powieści "Dolina nicości".
131 obserwujących 53 notki 304279 odsłon
Bronisław Wildstein, 16 czerwca 2008 r.

Rozdział Szesnasty c.d.

Return przestraszył się. Nie było żadnych szans. Perspektywą było więzienie, lata więzienia. Tylko to można było osiągnąć. To nie był wybór walki, ale poświęcenia, klęski i ofiary ze swojego życia. Dobre dla desperatów takich, jak Struna. Tych, którzy pragną samospalenia. Zamiast wyjaśnień uciekł w tekst Eliota. Deklamował patrząc z bliska w twarz Struny wydobywaną z mroku podmuchami papierosa: „Oto ja, stary człowiek, w miesiącu posuchy/ Słucham jak czyta mi chłopiec i czekam na deszcz./ Ja nie broniłem palących wąwozów/ Ani do bitwy szedłem w ciepły deszcz [...] Moim domem jest rozpadający się dom”.

Może za bardzo bał się, żeby uciec przed Struną, wytłumaczyć się. Kiedy skandował „Gerontiona” wiedział, że Eliot mówi za niego. I potem, kiedy opowiadał Strunie, że chciałby zamknąć się w bibliotece i wyrzucić klucze, wiedział, że mówi prawdę. Później jednak przychodził na spotkania organizowane przez swojego przyjaciela, mimo że Daniel nie namawiał go. Decydował samodzielnie, a może nie decydował po prostu, z duszą na ramieniu przychodził coraz bardziej zafascynowany, widząc jak entuzjazm przyjaciela udziela się innym i wreszcie, za którymś razem zrozumiał, że jest gotowy. Zrozumiał, że nie powinien wycofywać się, nie może odmówić i nieomal przestał się bać. Wtedy zapomniał prawie o strachu aż do tego wieczora, gdy zgarnęli go spod akademika...

Return lubił pociąg do Krakowa. Patrzył na uciekający za oknami przetykany brzozami sosnowy las, drzewa kołysały się, oddalały, niknęły, ustępując miejsca następnym, a ruch uwalniał od myślenia, od świadomości. I wreszcie, kiedy zapomniał o wszystkim, uświadomił sobie, że jedzie na pogrzeb.

Wysokie drzewa zamykały cmentarz. Dęby, sosny, topole, za którymi otwierało się jałowe pole z nieforemnymi budynkami w tle. Czarne ptaszyska kołysały się na rozczapierzonych gałęziach. Na pogrzeb przyszło pięć osób. Ksiądz nie wiedział za bardzo kogo ma żegnać, poza tym, że chyba poinformowano go o przyczynie zgonu, gdyż w kółko opowiadał o tym, że Pan Bóg potrafi zbawić największych grzeszników, a Chrystus odkupił nawet najstraszniejsze czyny. Ciało Daniela w ciemnym garniturze wyglądało dziwnie drobno. Twarz była szara i pozbawiona wyrazu. Karawaniarze zasunęli wieko trumny i za uchwyty z małej kapliczki przenieśli ją paręset metrów do wykopanego wcześniej grobu. Stopy zapadały się w gliniastym podłożu. Ksiądz pokropił spuszczaną do dołu skrzynkę, uczynił znak krzyża, mamrocząc coś pod nosem i oddalił się pośpiesznie. Karawaniarze popatrzyli na nich, zebrani spojrzeli na Returna, który zreflektował się i sypnął pierwszą garść ziemi. Potem dołączyli się inni.

Obawiałem się, że nie będzie nas dość, żeby ponieść trumnę. Okazało się, że miałem rację – tłumaczył Witecki. Stali niepewnie wokół zasypanego grobu, jakby czekali na jakiś sygnał. Return zapalił papierosa. Przyłączył się do niego Witecki. – To co, pójdziemy gdzieś? – zapytał bez przekonania. Znowu wszyscy patrzyli na Returna, który rozejrzał się dookoła, jakby poszukiwał drogi ucieczki i, nie znajdując jej, po chwili, bez entuzjazmu pokiwał głową. Przed ceremonią, w kapliczce podchodzili i ściskali mu rękę. Jesion uznał za stosowne przypominać mu ich.

To Karolina Witecka z domu Jaskier, pamiętasz? – Przedstawiał nieco ceremonialnie.

Daj spokój, przecież to było tak niedawno – Return zdobył się na niewyraźny żart, usiłując dostrzec w twarzy starszawej kobiety ze spuchniętymi oczami podobieństwo do przyjaciółki Joli.

A Józka Witeckiego chyba nie muszę ci przypominać?

Nikogo nie musisz mi przypominać – mruknął Return, uznając, że chociaż mężczyzny przed sobą nie skojarzyłby z Witeckim, o którym zapomniał już dawno, to zorientowałby się, że ma do czynienia ze znajomym. Drugiej kobiety nie kojarzył z niczym, zwłaszcza, że nie dosłyszał wyjaśnienia ze strony Jesiona. Witecki zaprowadził ich do nieodległej, dość obskurnej knajpki.

To, co? Za pamięć – wzniósł kieliszek. Inni dołączyli się. Nieznajoma umoczyła tylko usta.

Coś niewielu się was zebrało... nas – poprawił się Return. Jesion tłumaczył to nagłym terminem. Usiłował usprawiedliwić ich, siebie?

A poza tym rozsypało się nam towarzystwo – podsumował. – Ty wyjechałeś... – zwrócił się nieomal z żalem do Returna.

Wyjechała Jola – dorzuciła Karolina.

Wyjechali inni. Nie tak dawno do Anglii pojechał Adamski – uzupełnił jej mąż.

Co innego Solidarność. Oni trzymają się jednak – skomentował Jesion.

Choć tak potrafią się kłócić – dorzuciła nieco sceptycznie Karola.

Ale na pogrzeb przyszliby – zauważyła nieznajoma.

Przyszlibyśmy – podkreślił Witecki. – Przecież to my jesteśmy Solidarność.

Tylko w Solidarności było nas znacznie więcej – powiedział Jesion. – A wcześniej garstka... Zaczęliśmy się rozsypywać, kiedy zamknęli Daniela – westchnął. – Podcięli nam skrzydła.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

"DOLINA NICOŚCI" JUŻ W KSIĘGARNIACH! Wierzę, że kolejne odcinki powieści będą zaczynem gorącej dyskusji. Liczę na Was, na Wasze uwagi i oceny. Proponuję Wam również zabawę. Zainteresowani mogą kontynuować powieść na własną rękę. Będą odgadywać intencje autora, a może tworzyć dla nich interesujące uzupełnienie, albo ważny kontrapunkt. Dla najciekawszych wypowiedzi przewidziane są symboliczne nagrody.

Ostatnie notki

Tagi

Tematy w dziale