Blog
Dolina nicości
Bronisław Wildstein
Bronisław Wildstein To jest blog mojej najnowszej powieści "Dolina nicości".
130 obserwujących 53 notki 304487 odsłon
Bronisław Wildstein, 17 czerwca 2008 r.

Rozdział Szesnasty c.d.

Pamięć odsłania się w przebłyskach, nie połączonych ze sobą obrazach i scenkach, które teraz, mimowolnie układa w ciąg następstw, jakby były tam jakieś następstwa, wynikanie, łańcuch przyczynowo-skutkowy, który rozplątuje w nadchodzącym mroku może zbliżającego się zmierzchu, a może chmur, którymi zasnuwają się Błonia.

Rozbiera się dygocząc w świetle lamp popędzany warknięciami ubeków. Musi śpieszyć się, bo wrzeszczą na niego, a palce odmawiają posłuszeństwa, trudność sprawia rozpięcie guzika. Oszołamia go uderzenie w kark, potem następne, zatacza się półprzytomny i wreszcie stoi nagi w kręgu rechoczących postaci.

Popatrz, kurwa. Oto dysydent! Buntownik! Popatrz, kogo mamy się bać! – wykrzykuje ktoś.

Jak to oni mówili? No, jak? Siła wewnętrzna? Zobaczcie, wielka musi być ta siła, żeby taka nędza chciała podskoczyć! No co, chcesz nam podskoczyć?! – Return widzi wznoszącą się pięść i odruchowo kuli. Pięść nie opada, za to uderza w niego salwa śmiechu, rechot ogłusza.

Zobacz, co za śmieć. Pierdolona szmata. Ty, popatrz na jego kuśkę. Czym ty ruchasz stary? A może ty nie ruchasz? To pewnie pedał. To co, będziesz nam obciągał?! Kurwo?! Chciałbyś?! Patrzcie, patrzcie, ze strachu chuj schował się mu do brzucha... Skurwiel, opozycjonista! Jak się czai! Jebany cykor – rechot nie kończy się.

Return stara się zmaleć, zniknąć, nie istnieć, ale ostre światło żarówek wydobywa go na scenę, a spektakl trwa i trwa bez końca. Nagle na stole przed nim ląduje papier.

Ty, kurwa, wielbłądzie, dajemy ci ostatnią szansę. Podpisz to, bo za chwilę nie będziesz miał co podpisywać. Nie będziesz miał szansy. To twoja ostatnia nadzieja. Jak się nie pośpieszysz, to pójdziesz pod celę i zabawią się z tobą gity. Ale wpierw dostaniesz od nas taki wpierdol, że zapamiętasz do swojej usranej śmierci. No, ściero, dajemy ci szansę, przecież wiemy, że nie jesteś głupi, wpakowałeś się, bo nie umiałeś odmówić Strunie, ale wiesz, że to beznadziejna sprawa. Czym chcesz pokonać system, dziesiątki tysięcy takich, jak my, całe państwo. – Ktoś łapie go za ramiona, potrząsa i woła mu prosto w twarz: – To nie wiesz, że to my trzymamy to wszystko w garści!? Wy, ty chciałeś nam podskoczyć? Chciałeś startować do nas?! Ty gnojku! My nadzorujemy tę wielką fabrykę, a wy chcecie zatrzymać maszynerię! Wsadzacie łapy w tryby?! Chcecie, żeby je wam pogniotło, żebyśmy je wam połamali!? Chcesz nas pokonać tym kutasikiem? Ty kurwo! Podpisuj! – Ktoś wali go w twarz, aż Return traci kontakt z rzeczywistością. Ktoś inny łapie za kark, przygina do ziemi i wlecze do biurka, gdzie leży oświadczenie o jego dobrowolnej współpracy z SB. Wsadzają mu długopis do ręki. – Podpisuj! – I Return, nie wiedząc, co robi, krztusząc się i zachłystując powietrzem, a może łzami, podpisuje.

Spokojnie. Co tu się dzieje? – Do pomieszczenia wchodzi ktoś nowy. Uspokaja rozdokazywane towarzystwo. – Spokój! Co to wszystko znaczy?! Niech się pan ubiera. – To do Returna, któremu ktoś podsuwa ubranie, a on, drżącymi palcami, usiłuje naciągnąć je na siebie. – Niech pan siada. – Gabinet wyludnia się i przy biurku, w kręgu światła lampy, pozostają oni dwaj: nowo przybyły i Return. Właściwie oświetlony jest wyłącznie on, bo ten po drugiej stronie stołu odsuwa się w sferę cienia, tylko niekiedy, przez moment widać jego ręce, ramię, kawałek głowy, fragment twarzy... Ale pod ścianą, Return orientuje się dopiero po chwili, w ciemności spaceruje niemalże niewidoczny ktoś jeszcze, ciemna, zwalista postać miarowo przemierza pokój.

Zapali pan – ni to pyta, ni to stwierdza nowo przybyły wyciągając w jego kierunku paczkę papierosów. Potem Return dowie się, że jest kapitanem i nazywa się Leon Szabliński, a jeszcze później przejdą na ty, wtedy jednak jest to tylko anonimowa i prawie niewidoczna postać po drugiej stronie stołu, do której Return czuje nieoczekiwaną wdzięczność. Ręką, której dygotu nie jest w stanie opanować, wydłubuje niezgrabnie papierosa i nachyla się ku wysuniętemu pod osłoną dłoni płomykowi zapałki. Zaciąga się papierosem i próbuje opanować oddech. Wierzy, że może liczyć na współczucie człowieka po drugiej stronie, ratującego go przed tymi, których bał się tak bardzo, że gotów był zrobić na ich rozkaz wszystko. Pod ścianą ciągle chodzi jeden z nich, potężny typ, któremu ten zza stołu może oddać Returna. Dlatego powinien porozumieć się z nim, przekonać go, że nie trzeba tak robić. Skóra twarzy piecze, kark boli, ciosy pozostały w jego ciele, wbiły go w stan bolesnej paniki uniemożliwiającej myślenie, skupienie się...

Chciał pan coś zmienić w tym kraju? – Znowu ni to pytanie, ni stwierdzenie, na które Return nie potrafi odpowiedzieć, ciągle jeszcze krztusząc się spazmatycznie. Patrzy na tamtego pod ścianą, który chodzi miarowo, ciemna, ciężka sylwetka... – No, spokojnie. Chciałby pan. Tak jak my. I to my damy panu szansę. Niech pan nie myśli, że jesteśmy tępe tłuki. No, tłuki też są potrzebne. Pan rozumie? Czasami musimy bronić ludzi przed nimi samymi. Manifestacja siły bywa potrzebna. Ale nie tłuki rządzą. Ludzie rozumni chcą zmiany. My jesteśmy blisko, to i widzimy mankamenty. Chcemy zmieniać. Tylko rozumnie. Musimy działać rozumnie. Dlatego potrzebujemy takich jak pan, rozumnych ludzi, a nie narwańców jak Struna. I to pan będzie zapewniał im bezpieczeństwo. Tak, tak. To pan może zapewnić bezpieczeństwo waszej grupce. Przecież już dawno moglibyśmy was rozwalić, wsadzić. No, przyznaj pan. Przecież jesteś pan inteligentny. No, dlaczego pozwalamy wam istnieć? Przecież moglibyśmy zgarnąć was, ot tak... – esbek zaciska pięść przed nosem Returna. – Ale my wolimy dialog. No, specyficzny dialog. Ktoś musi przecież pilnować porządku. Wie pan, zwłaszcza w naszej sytuacji... – zawiesza głos i nieznacznie rozgląda się dookoła. – Chcemy rozmawiać, ale z ludźmi, którzy rozumieją... Rozumieją uwarunkowania. Pan jesteś na tyle inteligentny, że zrozumiesz. To pan będziesz naszym kontaktem, pośrednikiem. Bo jak by to nie brzmiało, my was potrzebujemy. Bo tylko wspólnie możemy zrobić coś dla kraju. Tak, dla kraju... Bo inaczej, po co byśmy was tolerowali? Pomyśl pan? – Człowiek naprzeciwko robi pauzę. Nieruchomieje ukryty za kręgiem światła lampy na stole, na blacie widać jego dłonie. Return czuje jego niewidoczne spojrzenie. Poza granicą wzroku, w ciemności, przy ścianie zatrzymuje się ten, który tu jest i czeka...

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

"DOLINA NICOŚCI" JUŻ W KSIĘGARNIACH! Wierzę, że kolejne odcinki powieści będą zaczynem gorącej dyskusji. Liczę na Was, na Wasze uwagi i oceny. Proponuję Wam również zabawę. Zainteresowani mogą kontynuować powieść na własną rękę. Będą odgadywać intencje autora, a może tworzyć dla nich interesujące uzupełnienie, albo ważny kontrapunkt. Dla najciekawszych wypowiedzi przewidziane są symboliczne nagrody.

Ostatnie notki

Tagi

Tematy w dziale