Blog
Dolina nicości
Bronisław Wildstein
Bronisław Wildstein To jest blog mojej najnowszej powieści "Dolina nicości".
131 obserwujących 53 notki 304419 odsłon
Bronisław Wildstein, 22 czerwca 2008 r.

Rozdział Szesnasty c.d.

Karola zgodziła się. Miała umówić go ze swoją współlokatorką, ale nie odzywała się. Spotkali się dopiero po jakimś czasie.

Nie ma się czym zajmować. Oni nie są już razem – rzuciła w odpowiedzi na jego pytania. Bez satysfakcji. Wyjaśniła, że Jola miała wypadek i wylądowała w szpitalu. Uspokoiła go, że nic poważnego, ale dodała, że jej przyjaciółka pod żadnym pozorem nie życzy sobie wizyt. – Zwłaszcza twoich. Nie przejmuj się. Ona cię niezwykle lubi i może dlatego nie chce cię teraz oglądać. Ale obiecała, że jak tylko dojdzie do siebie, to spotkacie się. Pamiętaj! Nie próbuj jej teraz szukać – Karola uśmiechnęła się niewesoło. Return dostosował się, choć myślał o Joli ciągle. Po paru dniach odwiedził Karolę, żeby dowiedzieć się czegoś, i licząc, że może spotka Jolę. Okazało się, że wyjechała do rodziny.

Kiedy zadzwoniono z portierni biblioteki, że gość, który go oczekuje, to Jolanta Bajka, musiał odczekać kilka sekund, aby odpowiedzieć. Był czerwiec. Gęsty zapach lata nabrzmiewającego w oparach benzyny i wyziewach hut oszołamiał. Godzinami chodzili po Krakowie, rozmawiając o sprawach mniej i bardziej poważnych. Nie mówili tylko o sobie. Jola była piękna, ujmowała Returna pod ramię, przytulała się, a on pragnął, żeby ten dzień nie skończył się nigdy. Na obiad poszli do „Balatonu” na Grodzką i jedli węgierskie placki, które popili paroma kieliszkami Egri Bikaver. Na szczęście z ostatniej wypłaty zostało Returnowi jeszcze całkiem sporo. Suma była większa niż zwykle, gdyż udało się mu wreszcie zidentyfikować grupkę, która projektowała założenie w Hucie im. Lenina wolnych związków zawodowych. Organizował ich Witecki. Imieniny w hucie urządził jeden z agentów. Robotnicy musieli wpić po parę kieliszków. Wystarczyło. Doszło do awantury ze strażą zakładową. Dostali zwolnienia w trybie dyscyplinarnym. Trochę więcej zachodu wymagała sprawa inżyniera Grabarczyka, lidera grupy, który tak się pilnował, że ryzykując awanturę odmówił nawet kieliszka. Wyrzucony został za zaniedbanie obowiązków. Profesjonalizacja służb zaszła już tak daleko, a papiery zostały tak przygotowane, że, chwalił się Sanecki, gdyby nawet sąd pracy potraktował serio swoje obowiązki i pozew Grabarczyka, nie miałby do czego się przyczepić. Inna sprawa, że inżynier nie miał czasu walczyć o swoje, zajęty próbami pogodzenia się z żoną, która wystąpiła o rozwód po uzyskaniu właściwych materiałów. Psychologiczne rozpoznanie Returna okazało się więc znowu trafne. Wszystko to zaowocowało sumą, z której Returnowi wystarczyło jeszcze na opłacenie przyjemności tego dnia.

W „Zamkowej” na Grodzkiej do kawy napili się krupniku. Nadchodził ciepły wieczór. Objęci, wolno szli w kierunku Salwatoru wzdłuż Wisły. Return wynajmował mieszkanie z osobnym wejściem w starej, wielkiej, drewnianej willi na ulicy Królowej Jadwigi. Kiedy wchodzili do niego, była już noc. Nie mógł opanować drżenia rąk. Chyba ona objęła go pierwsza. Potem, po krótkim szamotaniu na łóżku, kiedy wszedł w nią, poczuł rozkosz, która trwała, trwała długo, bo składały się na nią i jęk Joli, i twarz Struny, który oddalał się wreszcie, niknął, i poczucie, że można osiągnąć niemożliwe, i wreszcie zapomnienie o wszystkim oprócz ciała i twarzy pod nim. I nawet potem, kiedy płakała już odwracając się od niego i przepraszała go, czuł ekstazę zwycięstwa. Mimo jego próśb, nie chciała zostać na noc.

To nie ma sensu – powtarzała – widzisz jaka jestem rozmazana. Nie zasłużyłeś na to. – Wreszcie musiał ulec i towarzyszyć jej na Salwator, gdzie niespodziewanie znaleźli taksówkę. Dał jej pieniądze, pomachał na pożegnanie i stał chwilę obok pustej pętli tramwajowej. Ciszę nocy rozdzierał nieskładny pijacki poryk. Ptak znad Wisły wyciągnął wysoki trel, odpowiedział mu inny znad Rudawy, a potem jeszcze jakiś od Błoń. Głosy ptaków budowały rusztowanie nocy, na którym trzepotały pijackie śpiewy. Jola zniknęła. Nigdy więcej nie poszła już z nim do łóżka.

Teraz w „Lamusie” zamawia setkę wódki i osobno szklankę soku. Chce znowu czuć smak, który przypomniał sobie dziś w knajpce na Bronowicach. Smak, który zapomniał przez ostatnie paręnaście lat. To samo wnętrze, jesienna wilgoć i tylko świat jest już inny.

Jola przeciwstawiała się wszelkim próbom zbliżenia.

Dajmy spokój. Było pięknie, ale wystarczy – zdecydowanie, choć łagodnie reagowała na wszelkie jego niezdarne gesty.

Spotkali się parę razy. Wspólnie kończyli jej magisterską pracę. Wkrótce okazało się jednak, że to on nie ma czasu. Seria strajków na początku lipca wibrowała w letnim upale jak zapowiedź. Coś narastało w kraju. Plac Wolności zmienił się w rozjuszony ul. Returna wzywano coraz częściej. Poza rutynowymi spotkaniami z Saneckim rozmawiał z Zadrą, który zatracił gdzieś swoją zwyczajną flegmę, a nawet z Nowakiem. Również krąg jego przyjaciół był coraz bardziej podekscytowany. Witecki, którego zespół w Nowej Hucie został rozbity, próbował nawiązać nowe kontakty. Ich grupka usiłowała koordynować działania, ale wydarzenia narzucały swój rytm. Return miał coraz więcej trudności, aby trzymać rękę na pulsie: ktoś wyjechał do Warszawy, ktoś na Wybrzeże. Inicjatywy rozsypywały się na szeregi, wydawało się, niepowiązanych ze sobą przedsięwzięć, które jednak wplatały się w coraz wyraźniejszy kształt rozlewającego się szeroko buntu. Return zaczynał się czuć jak na froncie.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

"DOLINA NICOŚCI" JUŻ W KSIĘGARNIACH! Wierzę, że kolejne odcinki powieści będą zaczynem gorącej dyskusji. Liczę na Was, na Wasze uwagi i oceny. Proponuję Wam również zabawę. Zainteresowani mogą kontynuować powieść na własną rękę. Będą odgadywać intencje autora, a może tworzyć dla nich interesujące uzupełnienie, albo ważny kontrapunkt. Dla najciekawszych wypowiedzi przewidziane są symboliczne nagrody.

Ostatnie notki

Tagi

Tematy w dziale