Blog
Dolina nicości
Bronisław Wildstein
Bronisław Wildstein To jest blog mojej najnowszej powieści "Dolina nicości".
131 obserwujących 53 notki 304419 odsłon
Bronisław Wildstein, 24 czerwca 2008 r.

Rozdział osiemnasty

Daj spokój. To już koniec. Zdecydowałeś się. Dokonałeś wyboru i teraz to już zamknięte. Teraz musisz tylko oddać mi telefon. – Monika chce uśmiechnąć się rozbrajająco, tak w każdym razie myśli Wilczycki, ale krzywi tylko usta. Wilczycki jest oszołomiony, choć powtarza sobie, że niczego innego nie mógł się spodziewać.

Oczywiście, oczywiście – powtarza. Kładzie na stoliku ciemne pudełko. – Jestem ci jeszcze coś winien...

Chyba nie za dużo – tym razem dziewczyna śmieje się i wygląda wyjątkowo młodzieńczo. – Telefonowałam do ciebie parę razy. Zawsze był wyłączony.

No tak... zostawiłem go. Nie wziąłem ze sobą.

No tak... zostawiłeś. Nie wziąłeś ze sobą – powtarza kobieta z poważnym wyrazem twarzy.

A jak twój materiał o Syntetycznej Krwi i o Instytucie Kultury Katolickiej... – Wilczycki orientuje się, że mówi poza świadomością. Sytuacja boli go, choć nie powinna. Nie wie, czego oczekiwał od Moniki, ale wyobrażenie, że będzie czekała na niego i bez problemu wrócą do tych samych relacji, było co najmniej naiwne. Próbuje jednak...

Czy nie myślisz, że my...

My? Jacy my? – Monika przerywa ze sztucznym uśmiechem. – Daj już spokój... Wiesz, opublikowałam tekst o Instytucie, o tym IKK, ale nie chcieli wziąć mi fragmentów o przeszłości Pastuszka i Zadry. Wyrzucili wątek Nowaka... Musiałam się zgodzić. Może gdybym miała mocniejsze dane, gdyby Gont potwierdził to, co wiedziałam, co sam mi mówił... Ale kiedy nie dostał od ciebie gwarancji, spławił mnie... Daj spokój – przerwała, kiedy usiłował powiedzieć coś, chociaż nie miał do powiedzenia nic. – Daj spokój. Teraz to już nieważne. Artykuł już poszedł, żyje swoim życiem albo raczej zdechł, nie zaistniał, nikt nie podchwycił go, chociaż podobno ktoś przebąkuje o śledztwie. Nic konkretnego. Nie ma problemu. To tylko kilka miesięcy mojej pracy – sarkazm w jej głosie jest ostentacyjny. – Może gdyby Starzec, ksiądz Mikołaj, mógł pociągnąć sprawę, ale on przecież wyjechał...

Wyjechał?

To ty nie wiesz?! Zmusili go. Hierarchia. Na pożegnanie opowiedział mi, jak wezwał go biskup Łęczycki, ten ideowy przeciwnik Korytki. Więc Mikołaj, ksiądz Mikołaj liczył na niego, a on zaczął od ostrej reprymendy, że jego, Starca działania są na rękę tym labisiom, zapamiętałam słowo, znasz je? – Wilczycki nie znał. – To stare, ale funkcjonujące w kościele określenie takich modnych, światowych, postępowych księży, którzy zapominają, po co jest Kościół. Tak w każdym razie tłumaczył mi Starzec. Ksiądz Starzec. Więc Łęczycki zarzucił mu, księdzu Mikołajowi, że swoim działaniem wspiera takich labisiów jak Korytko, gdyż podważa autorytet Kościoła. Nie chciał słuchać, że Korytko jest głównym przeciwnikiem Starca. Zarzucił mu grzech pychy. Stwierdził, że grzebanie w papierach Kościoła będzie niesłychanie destrukcyjne i wykorzystane zostanie przez przeciwników religii i wcale nie będzie służyło odsłonięciu prawdy, ale odwrotnie. Zakomunikował mu, że zsyłają go do jakiejś dziury, do Szczecinka chyba. Rozumiesz, co to znaczy? Odebrali mu jego hospicja. Widziałam go wtedy. Ciężko to przeżył, ale podporządkował się. Jak on wtedy wyglądał... – dziewczyna przerywa, zanurza się we wspomnieniach, upodabnia do fotografii na ścianie. Prędko jednak dochodzi do siebie. – Tłumaczył mi, że to dla niego próba, że musi ulec, wyrzec się ambicji... Może on znajduje sens w tym posłuszeństwie, bo ja wcale – Monika szarpnęła głową. Zacisnęła usta. Jej rysy wyostrzyły się. Nie wyglądała już tak młodo.

Może gdybym miała więcej danych o IKK, gdyby pomógł mi Gont, gdybyś ty go do tego namówił... Gdybyś mi pomógł... Może udałoby się zrobić z tego sprawę i wtedy tak łatwo nie rozprawiliby się z Mikołajem! – patrzyła na niego oskarżycielsko.

Zdaje ci się. Myślę, że ci się zdaje... Przecież ja... Mam doświadczenie... Ja też próbowałem...

Ty ciągle swoje – Monika była zniecierpliwiona. – Ta twoja martyrologia. Ale to już nie ma znaczenia. Sprawa rzeczywiście zamknięta i trzeba myśleć o przyszłości. Muszę już iść – poderwała się chwytając rzucony na oparcie krzesła płaszczyk.

Może cię odprowadzę? – Wilczycki podniósł się również.

Daj spokój. Jestem umówiona.

O tej porze? – nie mógł powstrzymać się od pytania. Dochodziła północ. Monika roześmiała się. Cierpki uśmiech, pomyślał. – Może spotkamy się jeszcze... – kontynuował rozpaczliwie.

Spotkamy? W jakim celu? – To było retoryczne pytanie, które rzuciła mu już od drzwi, dwa kroki przed nim, podążającym za nią niepewnie. – To na razie. – Odwróciła się zanurzając w drzwiach, w nocy i podnosząc rękę w pozdrowieniu.

 

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

"DOLINA NICOŚCI" JUŻ W KSIĘGARNIACH! Wierzę, że kolejne odcinki powieści będą zaczynem gorącej dyskusji. Liczę na Was, na Wasze uwagi i oceny. Proponuję Wam również zabawę. Zainteresowani mogą kontynuować powieść na własną rękę. Będą odgadywać intencje autora, a może tworzyć dla nich interesujące uzupełnienie, albo ważny kontrapunkt. Dla najciekawszych wypowiedzi przewidziane są symboliczne nagrody.

Ostatnie notki

Tagi

Tematy w dziale